Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Dekalog Nawałki – Marcin Feddek

i-dekalog-nawalki-reprezentacja-polski-bez-tajemnicZanim cokolwiek napiszę o tej książce muszę zaznaczyć, że zakochałem się w piłce nożnej po obejrzeniu meczu Polska – Belgia podczas Mistrzostw Świata w Hiszpanii w 1982 roku, gdzie zajęliśmy trzecie miejsce na świecie. Miłość do piłki nie ograniczała się do oglądania, jako piłkarz halowy udało mi się odnieść kilka sukcesów z drużyną klubową w Polsce i w Europie, a sam byłem powołany na jedno ze zgrupowań futsalowej (tak się nazywa halowa odmiana piłki nożnej) reprezentacji Polski, przed pierwszymi i jedynymi w jakich uczestniczyliśmy mistrzostwami świata, w 1992 roku w Hong Kongu. Potem sukcesów miałem niewiele, ale miłość pozostała.

Na piłce zjadłem zęby. Na palcach jednej ręki mogę policzyć mecze naszej kadry, których w ostatnich 35 latach nie widziałem. Piłka nie jest co prawda dla mnie najważniejszą rzeczą na świecie, ale najważniejszą z tych mniej istotnych…

Od 1986 roku czekałem aby nasza reprezentacja grała na takim poziomie, by choć wyjść z grupy na ważnej imprezie. Graliśmy na mistrzostwach świata i Europy, ale zawsze szybko wracaliśmy z podkulonym ogonem. Gdy zaczęła błyszczeć gwiazda Lewandowskiego znów odżyła we mnie nadzieja, że może wreszcie teraz nastąpi przełom, że najpierw Leo Benhakker, Franciszek Smuda a potem (w to wierzyłem najmniej) Waldemar Fornalik stworzą oparty o genialnego piłkarza wartościowy zespół. Pierwszemu z trenerów zabrakło zaufania działaczy, drugiemu odwagi, a trzeciemu charyzmy. W końcu na selekcjonera wybrany został Adam Nawałka. Przewidywałem kolejne marne eliminacje, a udział w Mistrzostwach Europy oceniałem jako pobożne życzenie.

Dziś wiem, jak bardzo się wówczas myliłem. Reprezentacja dokonała niemożliwego – pokonała między innymi reprezentację Niemiec, co nie udało się nawet w najlepszych latach polskiej piłki. Zaczęliśmy jako zespół grać odważnie z polotem, a trener Nawałka wyciągał na boisko jak z rękawa zawodników, których nie podejrzewałbym o poziom ligowy, a co dopiero reprezentacyjny. Przecierałem oczy ze zdumienia i tylko jedno pytanie ciągle nie dawało mi spokoju – jakim cudem dokonał tego wszystkiego człowiek, któremu niewiele udało się w naszej lidze. Odpowiedź znalazłem w książce Marcina Feddka „Dekalog Nawałki”.

Autor miał niesamowite szczęście, że Adam Nawałka mu tak dalece zaufał, że pozwolił zobaczyć więcej, niż innym dziennikarzom. Miał on dostęp do zamkniętych treningów, opracowywanych taktyk, bliższych kontaktów z zawodnikami i czerpał z tego wszystkiego naprawdę wiele, by w końcu podzielić się swoją wiedzą i spostrzeżeniami z czytelnikami.

Na kartach książki jesteśmy z kadrą Polski od początku, poznajemy ją już podczas nieudanych meczów sparringowych, po których ciężko było o optymizm przed zbliżającymi się eliminacjami. Możemy odkrywać dzięki Marcinowi Feddkowi od innej strony wydawałoby się doskonale znanych piłkarzy. Ale w tej książce absolutnym bohaterem jest Adam Nawałka. Został przedstawiony jako absolutny perfekcjonista i właśnie dążenia do doskonałości stale wymaga od swoich współpracowników począwszy od osoby odpowiadającej za stroje przez swoich trenerów, aż po piłkarzy. Kto się nie potrafił dostosować do reżimu panującego w kadrze – odpadał.

Adam Feddek prowadził czytelnika przez wszystkie mecze eliminacji pokazując jak tworzyła się drużyna. Z grupy piłkarzy dobrych, średnich i nijakich Adam Nawałka stworzył zespół, w którym każdy przerósł swoje możliwości. Odkurzył dla kadry Sebastiana Milę, którego słusznie odważył się nie zabrać potem na mistrzostwa Europy i co najdziwniejsze – nie zrobił sobie w nim wroga. Wykopał znikąd (z Chin, ale piłkarsko to jeszcze moim zdaniem niebyt) Krzysztofa Mączyńskiego, który rządził jak profesor w linii pomocy. Sprawił, że rzadko grający w klubie Jakub Błaszczykowski stał się jednym z najbardziej wartościowych piłkarzy turnieju we Francji, mimo, że do trenera czuł żal za odebranie mu opaski kapitańskiej. Do Roberta Lewandowskiego dołączył wreszcie drugiego napastnika, najczęściej Arkadiusza Milika, tworząc z nich najlepszy duet napastników w eliminacjach. Defensywę oparł na Kamilu Gliku, który do spółki z Michałem Pazdanem byli praktycznie nie do przejścia podczas Euro. W końcu odkrył nastolatka Bartosza Kapustkę. To dzięki żmudnej pracy Adama Nawałki Polska grała w eliminacjach zabójczo skutecznie strzelając masę bramek, a w potem w najważniejszych zawodach nagle stała się ekipą o żelaznej obronie, która straciła w pięciu meczach dwa gole, ani razu nie przegrywając. Wszyscy to niby wiedzą, ale dopiero czytając słowa Marcina Feddka jesteśmy w stanie uzmysłowić sobie ogrom pracy jaki wykonał nasz selekcjoner.

Śledząc z zapałem 400 stron książki odnalazłem odpowiedź na nurtujące mnie pytanie. Już wiem, jakim cudem człowiek bez sukcesów doprowadził Polskę na 14 miejsce w rankingu FIFA, najlepsze w historii. Dotychczas Adam Nawałka nie miał komfortu w doborze wykonawców. W klubach trzeba liczyć się z ograniczonym budżetem, do reprezentacji mógł powołać każdego, kto w jego opinii był w stanie wnieść dodatkową wartość do zespołu. Piłkarze w niego uwierzyli, tak jak autor książki, a swoją wiarę przekazał w słowach, które czytałem z zapartym tchem, przeżywałem je jak doskonały thriller, mimo, że przecież doskonale znałem zakończenie.

Miłośnikowi piłki trudno się od „Dekalogu Nawałki” oderwać. To pozycja prawie doskonała, bo jedyny zarzut jaki nasuwa mi się na myśl, to taki, że książka jest za krótka. Chętnie delektowałbym się dłużej doskonałą wiedzą piłkarską Feddka, jego pasją, którą podzielam, jego wnikliwością i fachowością. Jednak te 400 stron nieco skondensowanej najnowszej historii naszego futbolu spodoba się także niedzielnym kibicom, którzy z ciekawością obserwowali czerwcowe poczynania naszych chłopców. Wielu z nich pierwszy raz w życiu dostrzegło magię zawartą w tej najprostszej z zespołowych dyscyplin sportowych. Znam kilka takich osób.

Gdy zbliżało się zakończenie książki bałem się, że Adam Feddek zamknął opowieść wraz z powrotem piłkarzy do kraju po przegranym ćwierćfinale z Portugalią, a jednak ostatni rozdział poświęcony został kolejnym eliminacjom. Fatalnemu meczowi z Kazachstanem, kiepskiemu z Danią, koszmarnemu z Armenią i najlepszemu pod wodzą Nawałki z Rumunią. Dzięki temu czuje się, że nic tak naprawdę się nie skończyło, a najlepsze dopiero przed nami.

Wierzę, że Nawałka doprowadzi nas do sukcesu w Rosji, wierzę, bo jestem po lekturze „Dekalogu Nawałki”. Adam Feddek przekonał mnie do metod i wizji naszego trenera. Jedyne co może pokrzyżować jego plany to plaga kontuzji. Choć, jak mówi Adam Nawałka, zawsze jest przygotowany na najgorsze i zawsze ma w zanadrzu jakiś plan. I mam nadzieję że, dziennikarz Polsatu zdradzi go nam w swojej kolejnej książce o wybitnym trenerze naszej kadry…

Recenzja dla Stowarzyszenia Sztukater (luty 2017)

  • Autor: Marcin Feddek
  • Tytuł: Dekalog Nawałki
  • Wydawnictwo: SQN
  • Rok wydania: 2016
  • Ilość stron: 432
  • Format: 140 x 205 mm
  • ISBN: 9788379247264
  • Oprawa: Miękka
  • Ocena 6/6

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>