Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

O mnie

ja
Jako dziecko byłem strasznie chorowity i bardzo często zamiast chodzić do przedszkola – leżałem w łóżku. Były to lata siedemdziesiąte, w domu stał czarno-biały telewizor, w którym nigdy prawie niczego nie było (2. program zaczynał nadawanie po 16:00, a oferta pierwszego była od rana gorsza od czegokolwiek, co oglądaliście na Polsacie). Zresztą TVP1 też miała kilkugodzinną okołopołudniową przerwę. Dziś dziecku włącza się bajkę na DVD albo komputerze (czy jakimś innym urządzeniu odtwarzającym), ale na pierwsze wideo w rodzinie trzeba było jeszcze z 10 lat poczekać. Nudziłem się potwornie. Mama nawet będąc na zwolnieniu miała dla mnie niewiele czasu. Gdy starsza siostra – Beata wracała ze szkoły też raczej wolała zajmować się sobą. A i ojciec, jeśli wracał trzeźwy raczej skupiał się na oglądaniu telewizji. Zaczynałem więc marudzić, prosząc, by ktoś mi coś poczytał. Czasem udało mi się kogoś do tego namówić. W końcu moja siostra miała tego dość i zrobiła najlepszą rzecz, jaką mogła – postanowiła nauczyć mnie czytać. Uniezależnienie się od starszych członków rodziny było dla mnie najlepszą motywacją i w wieku trzech lat zacząłem już samodzielnie czytać książeczki z serii “Poczytaj mi mamo”. W wieku lat czterech czytałem już płynnie i radziłem sobie ze znacznie grubszymi pozycjami. Zakochałem się w książkach, choć czasem czułem, że w niektórych opowieściach różne sytuacje mogłyby się potoczyć zupełnie inaczej. Z czasem dręczyło mnie to na tyle, że postanowiłem sam zacząć kształtować swoją wizję przygody rycerza z bajki i podyktowałem mamie swoją pierwszą opowieść pod tytułem “O smokach i rycerzach”. Zeszyt z tekstem zginął gdy już byłem w liceum. Na szczęście to, a także późniejsze doświadczenie ze spalonym twardym dyskiem sprawiło, że pilnuję dziś wszystkich zapisków i notatek, często nawet je przerzucając do wersji elektronicznej, a te z kolei zamieszczam na różnych nośnikach i w wielu miejscach w Internecie.
W wieku lat 8 miałem już przeczytaną większość ciekawych książek z biblioteki dla dzieci, a mama zapisała się do biblioteki dla dorosłych bym mógł brać książki nieco poważniejsze. Właśnie mniej więcej wówczas, w wieku lat 9 miałem pierwszy ze snów fabularnych, które są jednym z moich źródeł pomysłów na teksty, spisałem go, przez lata rozwijałem i dziś po upływie 32 lat moja pierwsza powieść… nadal leży w szufladzie. Myślę, że faktycznie nadszedł jej czas.
Znacznie lepiej niż w długich formach czułem się w opowiadaniach. Czerpałem wzorce z moich trzech największych idoli. Pierwszym był Eugeniusz Dębski, który miał na moją twórczość niezwykły wpływ, nie tylko jako doskonały pisarz, ale to właśnie on przesłał mój tekst do redakcji “Science Fiction”, dzięki czemu zadebiutowałem na papierze. Z pozostałymi nigdy się nie kontaktowałem, ale obaj uczyli mnie poprzez swoje dzieła, jak sprawić, by czytelnik zachował moją historię na dłużej niż do zamknięcia pisma/książki/strony internetowej. Byli to Robert Sheckley i Harry Harrison. Miałem (wyśniony) doskonały pomysł na kontunuację jednej z powieści Harrisona i zbierałem się, by go poprosić o możliwość jej napisania. Niestety zwlekałem zbyt długo, pisarz zmarł 15 sierpnia 2012 roku.
No właśnie, zacząłem więc pisać. Niewiele z tego, co stworzyłem przed 1994 rokiem nadawało się do publikacji bez gruntownej przebudowy. Ale właśnie w tym roku stworzyłem pierwsze moje oficjalne opowiadanie “Wielki odlot” (ukazało się drukiem 10 lat później). Do 1995 próbowałem stworzyć “Przebudzenie” oraz pozostałe 3 tomy mojego cyklu powieści. Wówczas w ciągu jednego wielogodzinnego posiedzenia przy klawiaturze Amigi stworzyłem aż 4 teksty. Prawdziwą wenę poczułem jednak dopiero pod koniec roku 2000, kiedy pomysły wpadały mi do głowy jeden za drugim, a teksty były na tyle dobre, że najlepsze trafiały do pism drukowanych, a te słabsze bez wahania publikowane były na wszystkich ważniejszych stronach internetowych. W rok napisałem ich 14. W kolejnym powstały już tylko cztery, ale za to niezwykle ważne. W 2003 zanim poznałem moją przyszłą żonę Anetę zdążyłem napisać jeszcze jeden tekst (otwierający później jeden z numerów Science Fiction) i po przeprowadzce z Łodzi do Pabianic na rok zostałem odcięty od Internetu… W latach 2004-2005 zmotywowała mnie jeszcze na chwilę praca przy tworzeniu “Creatio Fantastica” – pisma internetowego, jednego z najważniejszych polskich zinów w sieci poświęconych fantastyce. Napisałem wówczas 4 opowiadania, z czego jedno trafiło do premierowego numeru, a ja zająłem się publicystyką, tworząc “Kroniki PRL” – historię książek, w których się zakochałem, a które były wydane przed 1989 rokiem. W ciągu następnych pięciu lat napisałem już tylko dwa teksty, z czego jeden ma swoją absolutną premierę w niniejszym zbiorze. Nie czytał tego jeszcze nikt – od pięciu lat trzymam tekst w szufladzie, a pierwsze zobaczyły go osoby, pomagające mi stworzyć zbiór, który macie przed sobą.
W ciągu pięciu ostatnich lat pisałem dużo – jednak są to głównie teksty publicystyczne i emaile służbowe. Czytam też już trochę mniej niż kiedyś, ledwie 4 do 8 książek na miesiąc. Pracuję jednak przy powstawaniu różnych pism. Zaczęło się od “Dozy”, której pojawiły się dwa numery, a ja byłem w niej redaktorem od filmu, muzyki i kultury regionalnej. Potem przez dwa lata “Kontury”. W nich zostałem trochę przypadkowo redaktorem naczelnym. Pismo po pierwszym numerze zostało zawieszone jako drukowane, ale po przerwie już znów funkcjonuje, na razie jeszcze tylko w sieci. Przez chwilę trafiłem jako sekretarz redakcji do powstającego portalu (i pisma) “wylecz.to”, a stamtąd do naukowej “Fizjoterapii Polskiej”, która stała się dla mnie równie ważna, jak moje reaktywowane “Kontury”. Jako specjalista od łamania i składu pomogłem stworzyć magazyn “Polska Obywatelska Wybuchła”, ktróa być może stanie się ważnym pismem dla światowej Polonii.
Po latach zdobywania doświadczeń w technicznych i organizacyjnych sferach funkcjonowania wydawnictw przyszedł chyba znów czas na pisanie. Stali i wierni czytelnicy od lat naciskają na dokończenie cyklu “Artefakt” (który pojawi się jako osobna książka) oraz wydania “Przebudzenia” i kolejnych jego tomów, które w większym lub mniejszym stopniu są już napisane.
Najpierw jednak postanowiłem rozliczyć się z moich opowiadań i zebrać je w jednej pozycji. Tak powstał zbiór “Homo habilis”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>